Loading...

NIKT TAK PIĘKNIE NIE MÓWIŁ, ŻE SIĘ BOI…

Miała być sesja, miała być miłość ojcowska. Kilka niewinnych ujęć, parę uśmiechów. Napisał raz, drugi i trzeci. Odwykłam od flirtów i rozmów z mężczyznami. Oduczyłam się kokieterii, komplementów nie umiałam przyjmować nigdy.

A on zaczął pisać tak, że zrobiło się gorąco i to bynajmniej nie przez sierpniowe upały, nogi mi się ugięły, ulica, którą szłam przestała istnieć. Wlała się w szum miasta, nie zauważałam mijanych ludzi. Zaczerwieniłam się tak bardzo, że zrobiło mi się wstyd samej przed sobą.

Sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, śniada karnacja, włoskie pochodzenie. Szerokie ramiona i duże dłonie. Delikatność i kruchość w obecności ośmioletniej córki. Bezczelność wobec kobiet, które na niego patrzyły. Idealnie dobrany strój, świetnie obcięte włosy, broda spod brzytwy wytrawnego barbera. I konto na instagramie z dziesiątkami tysięcy obserwatorów.

Wężowe botki peep toe na kilkunastocentymetrowym obcasie za ostatnie kilkaset złotych, czarny kombinezon z dużym dekoltem, czarne koronkowe body. Makijaż idealnie dopracowany, włosy splecione w kłos nad czołem. W torebce ibuprom na wszelki wypadek, gdyby stopy zaczęły boleć od niebotycznych szpilek.

Skórzana ramoneska, mocna matowa szminka, Aqua di Parma w ilości zdecydowanie za dużej. Drążce nogi, niepewny chód, ekscytacja pomieszana ze strachem.

Stał w umówionym miejscu, wyglądał jak wyjęty ze światowego fashionweeka. Patrzył na zegarek. Wyhamowałam.

Kim jestem? Co mam? Nikim. Nic. Niczym mu nie zaimponuję przecież. Uciekaj.

Przyspieszyłam kroku, kilkanaście minut poźniej gryzłam kierownicę w samochodzie na parkingu przy galerii. Zrobiło się bezpiecznie.

Dostałam wiadomość: co z tobą?

No właśnie? Co ze mną?

Sama nie wiem.

Podobne wpisy