I’m here and I’m hungry

Chciałam, żeby to była zwykła sesja, kilka autoportretów, żeby w końcu pozbyć się tego niezręcznego selfie. Zrobiłam makijaż, wycięłam dekolt w granatowym podkoszulku. Szło mi opornie.

Godzinę później stałam przed lustrem. Patrzyłam na swoje ciało, z którym zgubiłam porozumienie zanim jeszcze zorientowałam się, że je mam. Piersi już wcale nie tak wysoko. Ramiona już nie takie zgrabne. Biodra pełniejsze niż jeszcze kilka lat temu.

I blizny. Blizny szpecą mój brzuch, choć obie są pamiątką po uratowanym życiu. Przypominają o szpitalach, o czerwonych burakach i wymiotach po narkozach. Przypominają o tej siedemnastolatce, która zmarła za ścianą, o rozpaczy jej matki. Przypominają mi lekarkę, która mówiła Pani Karolino, różnie może być, nie będę obiecywać. Onkologia to przyjemna nie jest wcale.

Bałam się tak bardzo, że 3 dni po operacji wypisałam się na własne życzenie, a dzień później niemal złamana wpół prowadziłam samochód i kupowałam jedzenie dla niemowląt, bo innego nie mogłam.

I ta szara koperta, którą otwiera się drżącymi rękoma, choć wynik mówi, że jakoś to będzie, że jakoś dam radę, ale muszę uważać już do końca życia. Toteż uważam i biegnę z każdym bólem do lekarki i roztkliwiam się przez to nad sobą. Cóż, to już może nawet mała hipochondria. Ale lubię życie, więc nie chcę niczego przeoczyć. Po prostu.

Patrzę na pieprzyk w okolicy pępka. On tak bardzo go lubił. Za chwilę przypominają mi się kostnice, identyfikacje i rozpacz. Ból, który rozsypuje cię na najdrobniejsze kawałki, ból, od którego nie można oddychać i taki, który odbiera normalność na długie lata. Nieważne, że bardzo lubisz żyć… Nikt nie kochał mnie tak, jak on. Łzy ciekną mi po policzkach…

Patrzę na mocny makijaż i nie poznaję siebie. Myślę o normalności, której tak bardzo chciałam, a do której tak bardzo się nie nadaję. O moim ostatnim związku, tak bardzo pozornie udanym i tak bardzo letnim, w którym słabe emocje tliły się jedynie na początku. Powinnam była to skończyć zanim się jeszcze zaczęło, ale przecież chciałam tak, jak wszyscy. Przykładnie, grzecznie. Nie umiem. Nie potrafię. Nie chcę. Czy zmarnowałam znów pięć lat?

Myślę o tym, że potrzebuję inaczej niż inni. Mocniej, intensywniej, bardziej. By wiedzieć, że żyję. By czuć. By działać. Obiecałam sobie nie chować głowy w piasek. Tymczasem strach przed tym, że mogłoby mi się przytrafić coś lepszego niż zawsze, odbiera mi rozum i sprawia, że wychodzi ze mnie najgorsze. Co jeśli znów zbiorę po tyłku? Co jeśli znów będę dławić się z rozpaczy? Co jeśli to wszystko jest oszustwem?

Chcę i nie chcę jednocześnie, boję się i nie boję. Uciekam, choć bardzo chcę zostać. Zatrzymasz mnie?

Czuła jest noc. Albo bardzo samotna.

 

Podobne wpisy