SUPERBIA ANTE LAPSUM


Marta odezwała się do mnie jakiś czas temu z pytaniem czy nie zechciałabym jej opowiedzieć o moich doświadczeniach. Nie jestem szczególnie asertywną osobą i pomimo wątpliwości, które naszły mnie jeszcze w trakcie naszej rozmowy, uznałam, że skoro beztrosko żachnęłam się na nie ma sprawy, to teraz nie wypada mi się z niczego wycofać. Zatem jestem i piszę. Marta oczekiwała czystej emocji, ku przestrodze, a emocje są tym, w czym grafomani robią niemal całe życie, zatem do rzeczy…

***

To wszystko zaczyna się dość niewinnie. Pierwsze miesiące, w których twoja firma osiąga stabilizację finansową i realny dochód, który może przełożyć się na wakacje na egzotycznej wyspie lub flakonik luksusowych perfum, sprawiają, że popadasz w mniejszą lub większą euforię. Przecież pracujesz już jakiś czas na swoje efekty, twoja firma powoli staje się źródłem dochodu dla nowych pracowników, a ludzie na ulicy pierwsi mówią ci dzień dobry. Wysłużonego Swatcha, którego nosiłaś od studiów, zamieniasz na Tissota, a potem, jak będzie lepiej, planujesz nabyć tańszą Omegę, choć jeśli będziesz mieć dobre zamknięcie roku, to może nawet się uda kupić chronometr od Breitlinga.  Zaczynasz rosnąć, ludzie mają cię doceniać i widzieć, a status należy podkreślać, a co lepiej go podkreśli niż taki dodatek? Tak uważałam. Naprawdę. Głupio, nie?

Nie myślałam w tym czasie, że to firma (a nie ja) ma rosnąć w siłę, a jej status materialny najlepiej podkreślą faktury zapłacone na dwa miesiące do przodu. To powodzenie buduje cię i gubi jednocześnie. Owszem, pierwsze trzy lata prowadzenia firmy płaciłam swoje faktury z miesięcznym lub dwumiesięcznym wyprzedzeniem.  I przyznam szczerze, że lubiłam ten moment, kiedy siadałam do rozliczeń i wiedziałam, że w wielu firmach jestem lubianym klientem, bo nie było ze mną żadnych problemów. Jeszcze.

Zamiast jednak zrobić konkretny biznesplan, który określiłby kolejno stopnie rozwoju, wybierałam się na weekendowe zakupy.

Bo przecież panie w ęą drogeriach już znają cię z imienia i nazwiska oraz obsługują jak królową. Powoli „szmaty” z sieciówek zaczynają wydawać się tanie (i wcale nie mam tu na myśli ceny), dlatego ubrania zaczynasz kupować jedynie wtedy, kiedy zadzwonią do ciebie z butiku z ofertą nocnej wyprzedaży, o której nikt nie wie.

Nowym standardem staje się kosmetyczka, manikiurzystka oraz fryzjer raz w tygodniu. Przecież jest dobrze, przecież wszystko rośnie. Głównie ego, ale o tym przekonasz się dopiero za jakiś czas. Na tę chwilę tłumaczysz sobie, że przecież nie masz dzieci, nie masz zobowiązań, więc na co miałabyś wydawać pieniądze, jeśli nie na siebie? No właśnie.

I to jest ten moment, w którym bardzo wypada pochylić się nad swoimi działaniami i zastanowić się dokładnie nad tym, czego oczekujesz od swojego biznesu, jak widzisz go za kilka lat i że żywioł, który czasem sprawdza się w relacjach z ludźmi, niekoniecznie jest dobry w biznesie. Jednak zamiast trzeźwej kalkulacji i bez pomysłu co dalej, obsługiwałam coraz większe budowy, wydłużałam moim klientom terminy płatności,  bo wciąż przecież miałam płynność finansową, nie było problemów z VAT czy PIT,  mogłam odrabiać koszt zakupu magazynu etc. Żyć nie umierać, prawda?

Ci, którzy mówią, że pycha kroczy przed upadkiem, mają rację. Pamiętaj o tym, kiedy zaczniesz prowadzić swoją firmę, kiedy zachłyśniesz się pierwszymi poważnymi pieniędzmi, kiedy uznasz, że już cię stać na nowy samochód czy kupno mieszkania. Powiem Ci coś teraz niezbyt miłego: jeśli nie masz na koncie pieniędzy, które bez uszczerbku dla twojego statusu pokryłyby te zobowiązania, to wierz mi – nie stać cię. Stać cię co najwyżej na zaciągnięcie kredytu, a to ogromna różnica.

W końcu i mnie skończyła mi się nadwyżka wynikająca z kosztów magazynowych, ale w nagrodę trafiłam na dużą budowę i nabrałam (błędnego) przeświadczenia, że oto ona: moja szansa na wejście w świat transakcji nie mniejszych niż z pięcioma zerami. Ale przede wszystkim to był dobry moment na przejście z FHU na spółkę kapitałową, która miałaby odrębną osobowość prawną oraz dzięki aportowi swój majątek. Jednak czym tu się martwić? Są pieniądze, jest płynność, będzie dobrze. A już na pewno będzie jakoś. Więc zostało po staremu.

Kredyt wcale nie wydawał mi się taki straszny, bo wszyscy coś mają w kredycie. Obrotówka to synonim posiadania konta przez mikro przedsiębiorców, więc w czym problem? Przecież to się spłaci, klienci mi zapłacą (potem dowiem się, że owszem, zapłacą, ale kiedy indziej), nie ma nad czym zbyt długo myśleć, inny klient wiecznie na towar czekał  nie będzie.

Zatem, by nie tracić tak wyśrubowanej samooceny, zaciągnęłam kredyt obrotowy, który zamiast wybić mnie na wyższy poziom, wybił mnie z rytmu. Jak za dotknięciem magicznej różdżki klienci (i to dziwnym zbiegiem okoliczności ci najwięksi) nagle przeciągali płatności, jeden oznajmił, że nie zapłaci wcale, bo właśnie ogłasza upadłość, a jeszcze inny przestał odbierać telefon. Ja natomiast zostałam zobowiązana do uiszczenia podatków: dochodowego oraz VAT od faktur sprzedaży, za które pieniędzy nie otrzymałam oraz z comiesięczną opłatą za prowadzenie kredytu odnawialnego w rachunku firmowym. Tłumaczyłam sobie, że zawsze to mogę wrzucić w koszty, ale na co mi były koszty, skoro realnych pieniędzy było coraz mniej? Że mam jeszcze rok na spłatę, że przecież wciąż się rozwijam. Tymczasem musiałam utrzymać pracowników, samochody firmowe oraz stan magazynowy, by móc handlować i obracać gotówką tak, by na wszystko starczało.

I tak powoli zaczęło się moje finansowe szarpanie i osuwanie w dół, by finalnie porwała mnie lawina. Kiedy podejmujesz decyzję o finansowaniu swoich biznesowych poczynań kredytem nie zdajesz sobie sprawy z wielu konsekwencji. Nie liczysz się z tym, że możesz stracić zdrowie (to mi się przytrafiło), nie bierzesz pod uwagę tego, że zaciągając kredyt, jednak powinieneś choć trochę pomyśleć nad realnym rozwojem firmy, nad zwiększeniem obrotów, dokładnym przeliczeniem kosztów uzyskania przychodu, wreszcie nad zwiększeniem samego dochodu. Musisz wziąć pod uwagę, że zawsze może zmienić się prawo i twój majątek pomniejszy się drastycznie albo stanie się wręcz niezbywalny. Musisz rozważyć kwestie zabezpieczenia wynagrodzeń pracowników, kwestie odłożenia pieniędzy na podatki i na ewentualną utratę płynności finansowej. W końcu musisz wiedzieć, że twoja wartość netto to tak naprawdę bujda na resorach i jesteś wart tyle, na ile wyceni cię rzeczoznawca komornika (minus ¼ wartości w pierwszej licytacji, a następnie minus 1/3 w powtórnej) i wierz mi, nie znam takiego, który wyceniłby cię w stu procentach realnie.

Chcesz utrzymać swój status materialny czy go poprawić, powodując już na starcie saldo ujemne? Nie twierdzę, że finansowanie kredytem to zawsze błąd. Nie twierdzę też, że nigdy przenigdy tego nie zrobię powtórnie. Nie wiem jak będzie wyglądał mój biznes za kilka miesięcy i na czym finalnie będę chciała zarabiać. Jednak moje podejście do finansów i robienia biznesów w ogólności bardzo się zmieniło. Polskie hygge, czyli, że jakoś to będzie, że przecież niskie raty, ileś tam lat na spłatę, obrotówkę można zawsze odnowić – wszystko to sprawia, że nie wyczuwasz zagrożenia na czas, a nawet jeśli coś zaczyna ci świtać podczas wieczornych kąpieli, to najczęściej zdarza się tak, że zignorujesz te sygnały i polecisz w wielką przepaść. Większą niż biznes, który nie udaje się z braków środków. Bo jeśli już na początku coś nie styka w tabelce w Excelu, to nie ma możliwości by spięło się w realnym świecie. Zaciągając kredyt nie możesz wyłączyć czujności, wręcz przeciwnie – Twoja czujność musi się zwiększyć. Kredyt może być bombą z opóźnionym zapłonem, która rozsadzi Twój biznes w kilka miesięcy. I wcale dobrze nie będzie, bo to bank narzuci ci wysokość raty podczas renegocjacji warunków. I nikt nie będzie miał nad tobą litości. Wierz mi.

Pisząc o moich głupich wydatkach, niefrasobliwym podejściu do pieniędzy i zabezpieczenia finansowego, nie chciałam powiedzieć, że och, ach, taka byłam świetna i w ogóle to żal, że nie pisali o mnie na pudelku. Chciałam powiedzieć, że pewien chaust materialny sprawia, że przestajemy widzieć sprawy trzeźwo. Gubimy gdzieś prawdziwy zdrowy rozsądek i bycie (przetrwanie) zastępujemy chęcią posiadania lub chociaż utrzymania swojego statusu materialnego, godzimy się na ryzyko, które może nam więcej zabrać niż podarować. Jedyny plus jest taki, że przez problemy finansowe i bankructwo nauczyłam się o biznesie znacznie więcej, niż kiedy bardzo dobrze mi się powodziło. I tak, chcę do biznesu wrócić i zarobić milion w 2018 roku, chociaż wiem, że pół milona też będzie fajne. Albo chociaż sto czy dwieście tysięcy.

I nieważne, że pięć lat temu dokumenty kredytowe podpisywałam w dżinsach Armani, szpilkach Louboutin i idealnie leżącym płaszczu Marc O’Polo, a pod bank przyjechałam czarną, sportową Giuliettą (scudetto per sempre, alifisti człowiek się rodzi i pozostaje na całe życie 😉 ). Ważne, że ugodę z bankiem zawierałam będąc ubrana w trampki za 18 złotych oraz koszulę z secondhandu, a przyjechałam tramwajem. Na gapę.

Rozumiesz, co chcę ci powiedzieć?

 


Ten tekst powstał na prośbę Marty Rożek – mentorki i konsultantki finansowej. Marta prowadzi blog o nazwie ESNASIF oraz grupę Finanse i Biznes – grupa doradcza dla kobiet ESNASIF. Zachęcam Was do odwiedzenia Marty, bo robi kawał dobrej roboty. 🙂

Marta chce mnie wziąć w obroty jeszcze kilka razy i wyciągnąć ze mnie opowieści o wszystkich błędach, które popełniłam podczas prowadzenia firmy i które doprowadziły mnie (mniej lub bardziej świadomą tego, co czynię) do upadku. W przyszłym tygodniu na grupie Marty odbędzie się live oraz pojawią się inne wpisy, planujemy także nagrać podcast. O wszystkim będę Was informować na bieżąco.

 

 

Karolina
O autorce

Pisarka z urodzenia. Fotografka z wyboru. Trudny charakter. Jeden polski owczarek nizinny. Dwa koty syberyjskie. Oto moje życie 2.0. Jeśli spodobał Ci się mój tekst, to daj mi o tym znać klikając w tę małą ikonkę poniżej. Dziękuję. :-)

  • Karolina Regucka

    No tak, między nami bankrutami… 😉 A kciuki się zawsze przydadzą. 🙂

  • Pieniądze temat rzeka, ważne aby było lepiej:)

    • Karolina Regucka

      Cytując klasyka: „lepiej jak jest więcej”. 😉