SIŁA JEST KOBIETĄ


Od dziecka mówiono ci, że z taką urodą będziesz startować w konkursach piękności. Nie chciałaś. Mówiono ci, że z takimi nogami powinnaś nosić krótkie spódnice. Nie chciałaś. Radzono ci znajdź sobie zamożnego męża, załóż rodzinę. Nie chciałaś. Mówiono ci, że inteligencja przeszkadza kobiecie, spuść z tonu. Nie chciałaś. Mówiono ci zejdź na ziemię. Nie chciałaś. Mówiono ci także, że jesteś niewystarczająco mądra, więc przeszłaś testy MENSA. Bo chciałaś.

12 lat zmagałaś się z bulimią, bo dałaś sobie wmówić, że mając sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu i ważąc więcej niż sześćdziesiąt kilogramów nie będziesz wystarczająco atrakcyjna, nie będziesz  prawdziwą kobietą. By sobie coś udowodnić trenowałaś. Niemal codziennie i do utraty świadomości. Obciążenia na nogach i rękach lżejsze niż dwa kilogramy były dla mięczaków. Wypad na rower? Owszem, ale na mniej niż pięćdziesiąt kilometrów nie było sensu, bez sześciu litrów wody mineralnej w plecaku także. Kiedy wracałaś poobijana, obolała od skurczy łydek, z rozbitymi łokciami i kolanami, brudna, spocona – wiedziałaś, że odbyłaś właśnie uczciwy trening. Kamienie, żwir, podjazdy, środek upalnego dnia, krwotok z nosa – bez tego nie warto było. Tylko idiotki jeżdżą na holenderkach po mieście. A ty idiotką nie byłaś i miałaś na to papierek.

Robiłaś rzeczy trudne. Analiza finansowa – tydzień i proszę bardzo. Świece japońskie – kilka dni i do usług. Jedno spotkanie w centrum handlowym i zostałaś wiceszefową rady najemców, bo nawtykałaś komu trzeba. Firma założona z dnia na dzień, a w zasadzie w dziesięć dni – a jakże. Pokazano ci zdjęcie ciekawego produktu w Internecie – miesiąc później byłaś jego dystrybutorem w Polsce.

Twój związek musiał być najbardziej udanym na świecie, dlatego chciałaś być bardziej niż perfekcyjną panią domu. I to pomimo, że nie cierpisz prać, sprzątać, gotować. Chciałaś zmienić siebie, zamiast zmienić partnera. Na kogoś bardziej pasującego do ciebie.

Ścigałaś się sama ze sobą, pisząc się na różne nieprawdziwe historie. Na bycie najzimniejszą suką we wsi. Na uszczęśliwianie wszystkich oprócz siebie. Na sprawdzanie ile jeszcze możesz wziąć na siebie. Nie dawałaś rady, stwarzałaś jedynie pozory. Zakładałaś krótką sukienkę, obcasy, brałaś głębokie wdechy. Obrazek ładnie wyglądał.

Chciałaś prowadzić firmę, a nie słuchać seksistowskich żartów, bo ciągniemy druta, pani Karolino, hehe. Miałaś dość spotykania się z mężczyznami, którzy przez swoją pozycję traktowali cię w pobłażliwy sposób i dawali do zrozumienia, że bliżej im do pokoju w hotelu, niż do szacunku dla twoich argumentów.

Popełniłaś dużo błędów, obiłaś sobie kość ogonową tak, że jeszcze długo nie usiądziesz normalnie. Ale ta maska już odpadła i w końcu możesz być sobą. Kobietą.

***

W telewizji widzisz, że Twoja miesiączka jest niebieska i sypiasz jak nietoperz. Na billboardach dużej sieci supermarketów ciężarna żona właśnie usługuje mężowi. Narażasz się na śmieszność, kiedy piszesz #metoo, #jateż. Mówią ci, że jesteś morderczynią, kiedy chcesz sama decydować o sobie. A jeśli manifestujesz na ulicy, to zapewne dlatego, że jesteś tak brzydka, że nikt nie chce cię ruchać. Poza tym zawsze się troszeczkę gwałci i w sumie sama się o to prosiłaś.

Masz zły humor nie dlatego, że skręciłaś kostkę idąc do pracy. Nie dlatego, że chciałaś nawtykać facetowi, który właśnie cię zgwizdał.  I wcale nie dlatego, że oczekujesz od podwładnych dobrze wykonanej pracy. Masz fochy tylko dlatego, że przechodzisz PMS lub chłop cię słabo bzyknął. Lub nie bzyknął cię wcale, bo jak jesteś sama, to przecież musisz być zgorzkniała, a przez to dodatkowo podła.

Jesteś zadowolona nie dlatego, że pomalowałaś równo paznokcie, a twój team zamknął projekt w terminie. To w nocy musiało być na ostro. Kiedy mężczyźni noszą buty z końskiej skóry robione na zamówienie, ty męczysz się kilkanaście godzin w najdroższych szpilkach, bo pracować możesz albo tak, albo wcale. Wciąż walczysz, bo jesteś kobietą i przecież chcesz coś znaczyć.

Krwawisz co miesiąc. Rodzisz po dziewięciu. Karmisz kolejne pół roku albo rok. Znosisz ból, o którym mężczyźni nie mają bladego pojęcia. Praca w domu to przecież wypoczynek. Zakładasz dekolt i garsonkę, więc na pewno chcesz pograć seksem. Przymykasz oczy na tanie żarty i sugestywne poklepywanie po plecach, bo po tyłku już nie wypada. Przebijasz szklane sufity kosztem własnego zdrowia i kobiecości.

Osiągasz więcej i więcej. Bo chcesz, nie dlatego, że musisz. Rywalizujesz z mężczyznami, choć nie powinnaś i też wcale nie musisz. I tak masz lepsze wyniki, bardziej rozwiniętą inteligencję emocjonalną i analiza faktów idzie ci znacznie lepiej, choć oficjalnie ci nie wypada. Ale to Twoi koledzy zarabiają więcej, szybciej awansują i wiedzą lepiej od ciebie, nawet jeśli mówią od rzeczy. Nauczyłaś się szybko ogarniać w firmowej toalecie i umiesz przetrzeć oczy tak, by nie rozmazać makijażu. Bo nie raz ani dwa zdarzyło ci się wyć. Z bezsilności. Mimo to, nie poddajesz się. A jeśli Twój świat się rozpada, zbierasz się w sobie i składasz na nowo.

Bo jesteś siłą, a siła jest kobietą. Kobietą 2.0.


Ten wpis otwiera cykl KOBIETA 2.0, w którym znajdą się historie o poszukiwaniu siły, dochodzeniu do punktów zwrotnych i zmianach w życiach kobiet. Owszem, inspirowałam się akcją miesięcznika PANI „Siła jest kobietą”, a we wpisie wykorzystałam grafikę Agaty Endo Nowickiej, której prace możecie podziwiać tutaj.

PODOBNE WPISY

JAK SZUKAĆ FACETA PO TRZYDZIESTCE
18/10/2017
NIGDY WIĘCEJ
16/10/2017
730
12/10/2017
I’M HERE AND I’M HUNGRY
20/09/2017
NIKT TAK PIĘKNIE NIE MÓWIŁ, ŻE SIĘ BOI…
18/09/2017
JAK BYĆ PRAWDZIWYM BLOGEREM
11/09/2017
BANKRUTEM BYĆ…
06/09/2017
DZIEŃ ŚWISTAKA 2.0
26/07/2017
DROGA DO WOLNOŚCI
09/07/2017
Karolina
O autorce

Pisarka z urodzenia. Fotografka z wyboru. Trudny charakter. Jeden polski owczarek nizinny. Dwa koty syberyjskie. Oto moje życie 2.0. Jeśli spodobał Ci się mój tekst, to daj mi o tym znać klikając w tę małą ikonkę poniżej. Dziękuję. :-)