JEŚLI ZWĄTPISZ CHOĆ RAZ…


Psychiatra ma blisko dwa metry wzrostu i szyję omotaną zieloną arafatką. Kiedy przekraczam próg jego gabinetu, łzy płyną mi po policzkach bez żadnej kontroli.

– Pani krzesło to to po lewej. Chusteczki leżą na stoliku. – mówi.

Siadam, rozglądam się po beżowym pokoju. Beżowy jest chyba neutralny, może pomaga się skupić? Pacjentom czy lekarzowi? Fotel jest dość niewygodny, a stolik nieco się kolebie. Nie odzywam się, tylko pociągam nosem.

– Zawaliło się, co? – pyta.

Kiwam głową, bo jeszcze nie jestem w stanie wyrzucić z siebie żadnego słowa. Dławię się lekko, chciałabym mu powiedzieć, żeby podał mi coś szybko, już, teraz, byle tylko przestało boleć, byle tylko przyniosło mi ulgę. Łkam.

Ile Pani ma lat? 35. Czy jest Pani w jakiejś terapii? Tak. Ma Pani jakąś diagnozę? Tak. Jaką? Podobno borderline. Hm, zobaczymy, jest Pani w terapii psychodynamicznej czy może innej? Innej. CBT? Tak. Wie Pani, u nas w branży jest taki dowcip (uśmiecha się sam do siebie): idzie mężczyzna przez park i obsrywa go gołąb; behawiorysta zetrze u niego kupę, psychoanalityk zacznie rozważać skąd przyleciał gołąb. Patrzę na niego, milczę, w uszach dzwoni mi tylko zdanie, że to koniec. Serce mam w kawałkach, po których przejechał walec…

Nie kocha mnie już.

Nie było idealnie. Nie byłam idealna. Ale on zawsze powtarzał, że trzeba walczyć, że trzeba naprawiać. Nie wiem kiedy się rozminęliśmy. Może rozmijaliśmy się od początku? Czy ten związek był na załatanie dziury po kimś innym? Po kimś innym u mnie czy u niego? Nic nie wiedziałam przecież o jego przeszłości. On nic nie mówił, bo przecież nie było o czym. Zamknięty w sobie, niedostępny, moje osobiste K2 zimą. Nigdy nie byłam pewna tego co czuje, do kogo i dlaczego ze mną jest. Nigdy nie byłam pewna dlaczego byłam w tym związku, skoro obiecałam sobie, że od teraz to już tylko szczera miłość, niegasnące pożądanie i pełne oddanie. Byłam naiwna? Myślę o tym grudniowym wieczorze, kiedy padał śnieg i wypiłam za dużo, by dodać sobie odwagi. Myślę o tym, że złapał mnie wtedy pierwszy raz za rękę. To była niezła zima. Jeszcze dwa tygodnie temu nie mogłam oddychać w naszym związku i rozważałam wszystkie za i przeciw. Teraz duszę się z rozpaczy…

– Na moje ponad dwudziestoletnie doświadczenie to nie żadne borderline. Książkowe objawy depresji, przynajmniej te somatyczne. Brała już Pani wcześniej jakieś środki psychotropowe?

– Nie. Nigdy.

– Używki? Kokaina, amfetamina, inne uzależnienia? Środki nasenne?

– Zdarzało mi się palić jointy oraz zażywać środki nasenne.

– Dużo? Długo?

– Nie.

Psychiatra rozpoczął właśnie monolog na temat substancji psychoaktywnych. O tym, że jarał blanty, że chciał zajmować się terapią uzależnień i to dlatego. Barbiturany, benzodiazepiny, zgubiłam się po 3 minutach.

– Co Pani teraz robi?

– Cóż, chyba raczej cierpię.

– Ale ogólnie tak życiowo?

– Życiowo to nic.

Choć chciałam mu powiedzieć, że od dwóch lat moje życie ograniczyło się do wymiarów 160×200. Do przetłuszczonych włosów, braku pieniędzy i piętrzących się problemów formalnych, do poczucia wstydu, którego nie da się tak łatwo zmyć. Do poplamionych ubrań i 25 kilogramów nadwagi. Że miałam ochotę jedynie spać i się nie obudzić, że w moim związku było mi zimno, że czułam się odrzucona i niechciana, trochę poobdzierana z kobiecości, bo przecież on z wiekiem przystojniał, żył w sumie gdzieś obok mnie, a ostatnio nawet wyprostował sobie zęby… Gdzie w tym wszystkim ja? W tym zaległym praniu, porozwalanych rzeczach, bałaganie? Znów zanoszę się płaczem.

– A co by Pani chciała w życiu robić?

– Mieć dom pod lasem, z daleka od ludzi, w którym mogłabym spokojnie żyć i prowadzić hodowlę psów i kotów. Oraz byłabym pisarką.

– To co Pani stoi na przeszkodzie.

– Komornik, pół miliona złotych oraz  fakt, że zostałam z niczym.

– Widziała Pani ostatni film Kolskiego? To już nie jest taka sobie komedyjka.

Nie widziałam, bo przecież starałam się unikać wszystkiego, co mogłoby mnie rozchwiać jeszcze bardziej. Walczyłam ze sobą każdego dnia, żeby trwać i się nie załamać, żeby kiedyś nie znaleziono mnie leżącej trupem na tych moich 3,2 metra kwadratowego. Myślałam, że on jest, że mnie będzie trzymał za rękę, tymczasem on mnie już nie chciał, a ja to czułam. I się awanturowałam. O miłość. Psychiatra pyta mnie o moje poprzednie związki, o ich zakończenie, o to czego się nauczyłam.

– Że powrotów nie będzie.

Pigułka szczęścia: dzień pierwszy. Chciałabym, żeby to był prima aprilis.