AND ALL IT’S SAD GOODBYES


Praca, ciężka fizyczna praca jest ostatnio jedynym sposobem na każdą moją bolączkę. Dziesięć zdrowo przepracowanych godzin sprawia, że oceniam siebie nieco lepiej, ale dobrze i tak nie jest. Bo staram się, naprawdę się staram. Wmawiam sobie, że kilka spraw mnie nie dotyka, nie boli, udaję, że nie istnieją, sabotuję ile umiem, ale z czasem i tak wszystko dopada mnie od nowa. Jestem na tyle zdesperowana, że w jednej chwili postanowiłam naprawić swoje życie, pobiegłam zrobić badania, zapisać się do lekarza, rzucić palenie, nie pić butelki wina niemal każdego dnia, zacząć znów uprawiać sport hurtowo i zdrowo się odżywiać, odstawić wszystkie inne używki oraz przestać pisać listy na facebooku w średnio kontrolowanym stanie świadomości. Niby od trzech dni powinnam prowadzić nowe życie,  ale…

Czy to dlatego od dawna niewidziana przyjaciółka bulimia pojawia się przy mnie teraz, kiedy chwilę wcześniej pojawił się Architekt? Architekt piszący wprost, że jeśli już, to jedynie łóżko, ale wiesz, zróbmy to tak, żeby chciało się to robić ponownie… Uśmiecham się, przytakuję, ale wiem, że oszukuję siebie samą, bo od tego człowieka chciałabym więcej. Dlatego, żeby sobie oszczędzić rozczarowań, ewentualnego szlochu w mankiet Anity, postanowiłam skończyć tę znajomość. Na tyle skutecznie, że dzisiaj znów rozmawialiśmy. I to nie o Zumthorze czy Zawiejskim… W desperacji udałam się również na kilka randek z Kulturystą, którego oceniam różnie. Niesprawiedliwie, ponieważ mam go za idiotę, którym nie jest. Sprawiedliwie, ponieważ przeleci każdą, która nie odmówi. Czy ja jestem każdą? Owszem, w życiu niektórych mężczyzn na pewno tak, w życiu Kulturysty na pewno nie…

Jestem rozczarowana sobą. Po prostu.

  • 04/12/2011
Karolina
O autorce

Pisarka z urodzenia. Fotografka z wyboru. Trudny charakter. Jeden polski owczarek nizinny. Dwa koty syberyjskie. Oto moje życie 2.0. Jeśli spodobał Ci się mój tekst, to daj mi o tym znać klikając w tę małą ikonkę poniżej. Dziękuję. :-)