A YEAR CHANGES A LOT


Grafitowe botki z nubuku stoją dumnie przy biurku, czekają na wieczór. Wyplotłam z nich sznurówki, wplotłam czarne wstążki. Patrzę na nie i myślę: zleciało, prawda? Rok mignął mi gdzieś pomiędzy przeprowadzką, rozstaniem, dziewięćdziesięcioma tysiącami klapnięć migawki, a trzystoma tysiącami słów.

Emocjonalnie był to chyba jeden z najtrudniejszych okresów w moim życiu. Pełen obaw i strachu, że zginę, że nie dam rady, że wszystko mnie przerośnie. I owszem, sprawy przerastały mnie nie raz, ani dwa. Kobiety, które mówią o planie zagospodarowania przestrzennego, o metrach powierzchni użytkowej, spółkach celowych czy inwestorach wykonawczych lekko nie mają. Porywam się wszakże na nieznane, kompletnie nowe i będę z tym sama. Jednak kiedy patrzę wstecz (bardzo, bardzo niechętnie) i widzę drogę, którą przeszłam przez ostatnie lata, to kiełkuje we mnie nieśmiałe przekonanie, że tyłek mam chyba z tytanu, a psychikę ze stali. Dziękuję sobie, że nie porwałam się na żadne ostateczne rozwiązania. Chociaż były takie momenty, że bardzo chciałam i nawet po cichu planowałam jak…

Zrozumiałam też co jest dla mnie naprawdę ważne, a co najważniejsze i że dewiza: zrób co musisz, byś potem mógł robić to, co chcesz będzie moim mottem na następne kilka lat. Zawodowo dokonałam kilku zdroworozsądkowych wyborów, stworzyłam wstępny plan, rozpisałam go na miesiące, kwartały i lata. Milion nadal jest wyzwaniem. Dotarło do mnie jak ważną zmienną jest czas, a doba przecież ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Ulga, nie powiem. I spokoju w głowie więcej.

Robię to nie tylko dla spokoju ducha, ale i dla mojego ciała. Ciała, które w ostatnim czasie wręcz błaga o litość i dobre traktowanie. Lekarz postawił sprawę bardzo jasno. Albo teraz się ze sobą dogadam, albo za jakiś czas czeka mnie agresywne leczenie i powrót na oddział, na który miałam już nigdy nie wracać. Zatem przez następne trzysta sześćdziesiąt pięć dni będę się uczyć siebie od nowa i szukać drogi, która będzie tą najbardziej właściwą do osiągnięcia równowagi w tej kwestii.

W ciągu ostatnich miesięcy wpuściłam do mojego życia wielu nowych ludzi. Poznałam wspaniałe kobiety, które uwielbiam. Wszystkie. Tak samo mocno! Dziewczyny, Wy wiecie, że to o Was, dałyście mi ogromnego kopa i wsparcie! Jesteście dla mnie wielkie! Znalazło się też miejsce dla kilku mężczyzn, którzy stali mi się bliscy; uczę się od nich powoli i bardzo ostrożnie obchodzenia z męską psychiką, może dzięki temu pójdę w końcu na pierwszą randkę, na której się nie spiję tylko po to, by móc swobodnie rozmawiać i nie czerwienić się z byle powodu. Tak, wiem ile lat dzisiaj kończę i że nastolatką już od dawna nie jestem…

Tymczasem patrzę na swoje zdjęcie sprzed piętnastu lat. Przewracam je na drugą stronę, czytam: no, I don’t think I will kiss you, although you need kissing, badly. that’s what’s wrong with you. you should be kissed and often, and by someone who knows how. June 2002. I tego sobie życzę w to niekoniecznie zimowe, ale na pewno urodzinowe popołudnie.

Sto lat, moi drodzy Czytelnicy! Wiecie już o czym będzie życie 2.0 w 2018. 🙂

Dziękuję Wam za 2017! 🙂

Ściskam mocno,

K.

 

Karolina
O autorce

Pisarka z urodzenia. Fotografka z wyboru. Trudny charakter. Jeden polski owczarek nizinny. Dwa koty syberyjskie. Oto moje życie 2.0. Jeśli spodobał Ci się mój tekst, to daj mi o tym znać klikając w tę małą ikonkę poniżej. Dziękuję. :-)