COULDN’T LOOK YOU IN THE EYE


Głowa. Tępy ból rozsadza czaszkę, całą lewą skroń; przechodzi gładko czołem, prześlizguje się jak podstępna żmija. Prawa skroń też już go, ją zna. Powieki opadają same, czuję się pusta. Choć wypełnia mnie ta pierdolona migrena.

Żałość to jedyne co czuję, kiedy patrzę na siebie w lustrze. Mam dwie zmarszczki mimiczne: jedną po lewej, drugą po prawej stronie ust. Nie powinno ich być, przecież ostatnio nie uśmiecham się wcale. Cienie pod oczami tłumaczą się same brakiem snu. Naciągam policzki w dłoniach, naciągam niebotycznie, twarz rozlewa swój kontur. Zapomniałam o tej bliźnie na czole, którą zrobiłam sobie mając cztery lata. Uderzyłam głową w babcinego Singera, kiedy zeskakiwałam z tapczanu. To była jedyna chwila, kiedy Babcia wyszła do kuchni. Ja i mój pech żyjemy synchronicznie od zawsze – jak widać. Pół roku później prawie umarłam po operacji, prawdopodobnie zabiłyby mnie buraki czerwone w niezdrowych ilościach. I podłe pielęgniarki.

Traumatyczna znajomość z Byłym i sam on odbiły mi się czkawką w ostatni weekend. Były przepraszał za to co zrobił – trochę poniewczasie. Czy dwa lata po anulują fakt, że każdego poranka od dostaję na samo wspomnienie martyrologicznego wkurwu, że każdego dnia szoruję z siebie upokorzenie i wstyd, że nie ma dnia, kiedy ta historia nie waliłaby mnie centralnie w mostek, powodując z miejsca wymioty? Czy nie zasłużyłam sobie na to, żeby po tych dwudziestu siedmiu miesiącach starczyło mu odwagi i samozaparcia by nie pisać, nie robić podchodów i zapomnieć? Czy przez kolejne lata już tylko będę odprawiać pokutę za to, że byłam z żonatym mężczyzną?

Chciałabym być Arim, Arim Goldem.

A o Lekarzu kiedy indziej, jeśli w ogóle.

  • June 16, 2010