AND I FIND IT KIND OF SAD…


Jest mi tak, że nie jest mi w ogóle. Nie wiem kiedy zrobiła się połowa marca, nie mam pojęcia jak to się stało, że tego nie odnotowałam, przecież dopiero było Boże Narodzenie, a w zeszłym tygodniu Sylwester. Czas mi zapierdala między palcami i nie liczy się z tym, że ja bym chciała chociaż trochę wolniej.

Zrobiłam porządek, znowu. Po kilku miesiącach od porządku jesienno-zimowego, który był de facto posprzątaniem bajzlu z ostatnich pięciu lat, znów przyszło mi układać, składać, segregować. Mam tendencję do gromadzenia, przywiązywania się nawet to rozładowanej baterii z odtwarzacza mp3, którą Były chciał wyrzucić pod Krzywym Domkiem na Bohaterów Monte Cassino. Tymczasem brakuje mi miejsca, chociaż wiem, że niebawem i tak pójdę na swoje, bo Ojciec w końcu wybaczył i rozgrzeszył to, co zrobiłam między 2003 a 2009 rokiem. Dlatego szukam, oglądam, zadaję podstawowe pytanie: a czy tu zmieści się szafa na 200 par butów? Jednak wszędzie mi się nie podoba, nie czuję się u siebie, zupełnie jakby przyszło mi się włóczyć spod jednego adresu pod kolejny adres. Naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek i  czy gdziekolwiek będę u siebie.

Wiem natomiast, że powinnam pisać dużo, skoro mam ambicję. Powinnam pisać w stylu, żadnej potocznej grafomanii o życiu. Powinnam zajmować się sprawami wyższymi, a nie toczyć żałosne towarzyskie wojenki, bo przecież i tak wiem, że nie wygram. Kolejny udział w rozgrywkach o puchar w postaci mężczyzny nie jest mi potrzebny. Powinnam spuścić z tonu, zająć się tym, co naprawdę dla mnie istotne i przygotować się na to, że być może życie przeżyję sama (i chociaż może tylko trochę samotnie). Przecież tyle chciałam, dobrą pracę, rewelacyjne zarobki, dobry samochód i duże mieszkanie na stronę południową. Tymczasem zobaczyłam Pawia, który nawet według Anity jest fizycznie idealny, i prawie zapomniałam o powyższych. Zapomniałam też o tym, że ma tę swoją Tamtą, która mentalnie przypomina jakąś rasę stróżująco-pilnującą, a nie pewną siebie kobietę. A ja? Ja kogo przypominam, że tak retorycznie zapytam. Momentami przecież wiodłam życie wesołej kurewki, której hedonizm wyprzedzał o kilka długości zdrowy rozsądek. Oraz szacunek do samej siebie. I kilka innych również…

Między tym co powinnam, a tym co rzeczywiście robię jest ogromna przepaść.

  • March 14, 2010