730


Spotkaliśmy się jesienią, pamiętasz? W tym barze, w którym runęły schody. Myślałam, że podrywasz moją koleżankę i chciałam sobie po prostu iść.  Złapałeś mnie wtedy za rękę, powiedziałeś tak bardzo dosadnie zostań, że straciłam głowę. Miałeś przejmująco czarne oczy i uśmiechałeś się w ten charakterystyczny sposób. Pamiętam.

Uśmiechałeś się tak zawsze – bez uśmiechu, oczami, a ja już wtedy, na samym początku wiedziałam, że Ty to ten. Na pierwszej randce chciałeś dotknąć moich włosów, a ja zrobiłam niby unik i wypaliłam sobie dziurę w nowym płaszczu. Wściekła byłam, pamiętasz?

Mówiłeś, że ból rodzi się i gaśnie w głowie, więc pokazywałeś mi, że można kopnąć słupek znaku drogowego i nie odczuwać nic. A ja udawałam, że nie widzę jak ukrywasz kulawiznę i masujesz piszczel, kiedy wyszłam do toalety. I wcale się z tego nie śmiałam. Wcale. Pamiętam.

A potem przyszła zima, przewróciłam się na okrąglaku, cholerne obcasy i zlodzone kałuże. Miałam urodziny, kupiłeś mi perfumy. Sama je sobie wybrałam, powiedziałeś ekspedientce, żeby zapakowała je tak, żeby nie dało się ich wyciągnąć, bo nie lubiłeś tego zapachu. A potem łapałam Cię na tym, że wąchałeś korek od butelki. Niby niechcący. Pamiętasz?

Pojechaliśmy też do Zakopanego. Wtedy Szymoszkowa wydawała mi się taka stroma, a Ty koniecznie chciałeś mi  zaimponować i pokazać jak dobrze jeździsz na nartach, szło Ci nieźle, szkoda tylko, że zerwałeś więzadła. Zarysowałam pod szpitalem Twojego granatowego klasyka z silnikiem boxer i nie wiedziałeś co boli Cię bardziej – kolano czy ta rysa? Rysa. Pamiętam.

A pamiętasz jak wziąłeś L4, bo odbywałeś rehabilitację, której nie było? I pojechaliśmy do Sopotu. Złościłeś się, że wiszę na telefonie, że ciągle tylko świece japońskie albo Fibonacci, że byki przeciwko niedźwiedziom i inne takie. Wyrzuciłeś moją komórkę do morza, wiało wtedy nieziemsko, bo to przecież zima była. Nie lubiłeś tego, że mam podzielną uwagę. Wieczorem w knajpie pianista grał dla mnie ostanią niedzielę na przeprosiny. Nie rozmawialiśmy aż do powrotu do hotelu. I przez następny tydzień, ale tylko dlatego, że zajęła nas miłość. Pamiętasz?

I wtedy nagle przyszła wiosna, zachwyciłam się różową watą cukrową, żonkilami i Jamesem Jonesem. Tłumaczyłam Ci, że Stąd do wieczności to najlepsza książka na świecie, a Ty pokazałeś mi fakturę od lakiernika. I za woskowanie. Musiałam wystosować list z przeprosinami oraz przysiąc, że już nigdy nie wsiądę za kierownicę 993, choćbyś stracił wszystkie kończyny. Trzy tygodnie później zarysowałam ją w garażu. Kijkiem narciarskim. Niemal popłakałeś się z rozpaczy. Ja też. Ze śmiechu. No i pokryłam połowę kosztów lakierowania. I pełen koszt woskowania. Rachunki mam do dzisiaj, więc pamiętam.

Pojechaliśmy też na tor wyścigowy. Przewiozłeś mnie tak, że zwymiotowałam na wycieraczkę. Nie zdążyłam otworzyć drzwi, tylko kask ściągnęłam. Twoja 993 nie miała ze mną lekko. Kiedy następnego ranka też mnie mdliło, żartowałeś, że może jestem w ciąży, a za chwilę oboje zbledliśmy. Trzy dni później dostałam okresu i byłeś bardzo rozczarowany. Pamiętasz?

Dla Ciebie intensywnie uczyłam się gotować. Tak intensywnie, że przyjechałam pijana do Twojego biura, bo zrobiłam pierwszy raz w życiu placki ziemniaczane. I one się udały właśnie dzięki temu, że w lodówce był gorzkawy wermut i cytryna, i lód. Słuchałam wtedy Billy Holiday, a ona przecież była taka smutna… Upijaliśmy się tamtego lata okrutnie, chodziliśmy nago po domu i zaliczyliśmy mandat za nieobyczajne zachowanie w miejscu publicznym. Pamiętam.

A pamiętasz jak wstawałeś o piątej rano, żeby w mojej ulubionej piekarni kupować gorący chleb i przynosić mi go na śniadanie? I kupowałeś mi płyn do kąpieli o zapachu piżma? I przesiadywaliśmy w wannie wiele godzin, bo lubiłeś ten zapach, a ja zakładać Ci nogi na ramię. Całowałeś mnie wtedy po kostkach i mówiłeś, że lubisz to, że moje stopy są drobne i zgrabne. Pamiętasz?

I znów za oknem zrobiło się złoto, spadły liście i ten jeden podły kasztan na Twoją 993. Umierałeś ze strachu, że znów się porysowała, o wgnieceniu nawet nie mogłam wspomnieć. Sąsiedzi z kamienicy naprzeciwko chyba mieli Cię za wariata, kiedy jak szalony przecierałeś maskę moją starą koszulką do spania. Pojechaliśmy wtedy do Pragi, a ja nagrałam szum silnika w tunelu na autostradzie. Powiedziałeś mi w środku nocy na środku jakiejś uliczki, tuż przy lodziarni, że mnie kochasz, że zawsze będziesz i że papierosy nam się skończyły. Pamiętam.

Praga nigdy później nie smakowała mi tak samo, choć rzuciłam palenie. Miałeś jeszcze taki zwyczaj, że wpadałeś do domu jak wariat, pijany, przepalony, wprost z imprezy, na przytulanie i seks, na to by mnie czuć na sobie, bo nie chciałeś nikogo innego. A potem zamawiałeś taksówkę i  wracałeś na potańcówkę integracyjną, bo właśnie zatrudniłeś pięćdziesiątego pracownika, a ja musiałam oddać raport na poniedziałek i nie mogłam z Tobą być. Pamiętasz?

A pamiętasz Twoje trzydzieste piąte urodziny? Poszliśmy na burgery i piwo, mieliśmy wrócić szybko, bo pogoda słaba, padało, październik to w końcu był. Pokłóciliśmy się wtedy, bo z kelnerem rozmawiałam dwuznacznie, a Ty przechodziłeś przecież kryzys połowy życia. Poszarpaliśmy się na ulicy, urwałeś mi guzik w płaszczu, a ja dałam Ci w twarz. A potem kochaliśmy się w tej naszej bramie, wiesz której… Pamiętam.

A potem znów była zima, grudzień, moje trzydzieste urodziny. Siedzieliśmy pod smokiem do rana i piliśmy Granta z colą. Oboje się przeziębiliśmy. Mówiłam Ci weź antybiotyk, a Ty parzyłeś herbatę z imbirem i poszedłeś na bańki. Nie mogłeś po nich spać na plecach, a ja okrywałam Cię ulubionym kocem. Miałeś prawie czterdzieści stopni gorączki i majaczyłeś, że jak dzieci to tylko ze mną, całowałeś moją rękę, nie dałeś się zostawić. Pamiętasz?

W styczniu dostałam awans i pracowałam trochę więcej, bo chciałam Ci koniecznie dorównać. Powtarzałeś, że jestem młodsza o pięć lat, więc mam pięć lat więcej na wszystko, ale nie słuchałam. Brałam nadgodziny, siedziałam nad wykresami, tabelkami, kursami. Byłam zmęczona. Byłam zła. Choć nie chcę, pamiętam.

Wiosną obroniłeś doktorat. Byłam z Ciebie taka dumna, sieci neuronowe to prosta sprawa nie jest. Podarowałeś mi wtedy Lunatyków, żebym pamiętała, że każdy czasem błądzi. A ja dałam Ci spinki do mankietów, choć nie nosiłeś koszul. Chciałam Ci pokazać, że też robię karierę, że też coś mam, a Ty wzruszyłeś tylko ramionami. Pamiętasz?

W Wielkanoc pokłóciliśmy się tak, że w złości rozbiłeś ukochane 993. I już żaden lakiernik nie był w stanie pomóc. Pamiętam.

W maju wyjechałam w pierwszą zagraniczną podróż służbową i nie mogłam z Tobą codziennie rozmawiać. Wysyłałeś mi mmsy z siłowni, że się rozwijasz i uprawiasz jogę. Że powinniśmy spróbować razem, a może jakaś tantra? Byłeś zły, kiedy milczałam przez dwa dni, bo przecież martwiłeś się o mnie, bo Chiny wielkie państwo, wielka sprawa, a ja zadzierałam nosa. Na lotnisku powitałeś mnie tabliczką z napisem wredna suka. Pamiętasz?

Bywałam coraz częściej zmęczona, a Ty zły. Chciałeś uwagi, a ja kariery, Ty mówiłeś dzieci, ja mówiłam pies. Ty mówiłeś, że mamy wszystko, a ja że mam pięć lat. Ty, że moje mieszkanie można wynająć, a Twoje sprzedać, że może byśmy się przenieśli na wieś i żyli inaczej. Kazałeś mi wybierać. Nie rozumiałam o co Ci chodzi. Pamiętam.

We wrześniu przeprowadziłam się do siebie. Dwa lata wspomnień, które nigdy się nie zdarzyły.

PODOBNE WPISY

SIŁA JEST KOBIETĄ
21/10/2017
JAK SZUKAĆ FACETA PO TRZYDZIESTCE
18/10/2017
NIGDY WIĘCEJ
16/10/2017
I’M HERE AND I’M HUNGRY
20/09/2017
NIKT TAK PIĘKNIE NIE MÓWIŁ, ŻE SIĘ BOI…
18/09/2017
JAK BYĆ PRAWDZIWYM BLOGEREM
11/09/2017
BANKRUTEM BYĆ…
06/09/2017
DZIEŃ ŚWISTAKA 2.0
26/07/2017
DROGA DO WOLNOŚCI
09/07/2017
Karolina
O autorce

Pisarka z urodzenia. Fotografka z wyboru. Trudny charakter. Jeden polski owczarek nizinny. Dwa koty syberyjskie. Oto moje życie 2.0. Jeśli spodobał Ci się mój tekst, to daj mi o tym znać klikając w tę małą ikonkę poniżej. Dziękuję. :-)

  • Hej bez sensu. Dlaczego oni się rozstali??? Nie mógł być happy end???? A może jednak w kolejnej odsłonie coś z tego będzie? Nie odbieraj mi wiary w ludzi. Po tak szaleńczej miłości, taki koniec ;-(

    • Karolina Re.

      Kasia, co Tobie zawsze z tym happy endem? 😀

      edit: mieli skończysz w kapciach przed telewizorem? 😀

  • O rany, jakie to mocne. I dobre. Czy to Twoja historia? Taka piękna<3

    • Karolina Re.

      Aga, ale jak mocne? Taki tam, tekst do kawy w piątkowy poranek. 🙂

      • Takie emocjonalne, namiętne, do mocnego espresso;)

        • Karolina Re.

          Ale że serio serio? :O

  • Danuta Brzezińska

    Samo życie, szczęście to chwila, kiedy się o nią dba trwa wiecznie, kiedy nie ma równowagi kończy się jak kończy:-)

    • Karolina Re.

      Czasami się dba, a kończy się niezależenie od nas. 🙂

      • Danuta Brzezińska

        Bo dbać muszą wszyscy zainteresowani a nie tylko my:-)

  • Sophy Lukrecja

    ach.. co za historia!

    • Karolina Re.

      😉

  • Smutne bardzo, ale bardzo dobrze się czyta…. życie.. niestety

    • Karolina Re.

      Ano życie.

      P.S.
      Dziękuję za komplement. 🙂

  • Iwona Siekierska

    Rany, dlaczego? Liczyłam na jakiś happy end. Smutna ta historia. To Twoja?

    • Karolina Re.

      Niekoniecznie moja. Może bardziej inspirowana jakimiś wydarzeniami. 🙂 I co Wam wszystkim z tym happy endem? Ej? 😀

  • Piękne to tylko czemu takie zakończenie?

    • Karolina Re.

      A życie zna jakieś inne?

      • Niekiedy zdarzają się wesołe hepiendy :p

        • Karolina Re.

          Ale to i tak bardziej niekiedy niż hapiendy. 😉

  • Olga Kłos

    Ciekawe opowiadanie

    • Karolina Re.

      😉

  • Ładna historia. Masz talent.

    • Karolina Re.

      Dziękuję. 🙂

  • Karolina Re.

    Schodzą się, rozchodzą, krzyżują czasem…

  • Umiesz Ty w historie… ach!

    • Karolina Re.

      Myślisz? Bo ostatnio sama nie wierzę w sens tego bloga i zastanawiam się czy nie rzucić tym wszystkim.

  • Ostatnie zdanie mi się bardzo podoba. Takie w moich klimatach – sama piszę wiersze…

    • Karolina Re.

      I super gotujesz. 😉

  • Zawsze wydawało mi się, że 2 lata to taka granica w związkach ;). Albo przekracza się ją razem ( i wszystko rozwala się za 3 ,5 15 lat haha), albo osobno. Ale nie mam dużego doświadczenia. 😉

    • Karolina Re.

      To ja z dziećmi, kryzys dwulatka, czterolatka, itd. Ze związkami jest chyba podobnie. I nawet najbardziej emocjonalne, szalone, odbierające rozum mogą skończyć się rozstaniem, jeśli w porę się nie wyhamuje.

  • Pobeczałam się. Taki dzień.

    • Karolina Re.

      To na pewno przesilenie jesienne…

  • Co za tekst…

    • Karolina Re.

      Anno, … ?

      • No że pod wrażeniem jestem. Ogromnym.

        • Karolina Re.

          A to dziękuję. 🙂 I bardzo mi przyjemnie z tego powodu. 🙂

  • Aleksandra Załęska

    Super się czytało 🙂 Świetna metafora szczęścia, ulotnego, chwilowego 🙂 będę odwiedzała częściej 🙂

    • Karolina Re.

      Dziękuję i zapraszam. 🙂